Ojciec
I umarła ostatnia nadzieja, ostatni pomysł. A każda śmierć straszliwie boli, boli psychicznie. Może pod tym względem własna śmierć jest najlżejsza – w tej chwili nie wiem, ale na sto procent kiedyś się przekonam. Modlę się o siłę – Bóg daje mi niepowodzenia. Modlę się o cierpliwość – Bóg nie daje wizji końca załatwiania tych spraw. Modlę się o pokorę – Bóg pokazuje mi, kto rządzi. Ale ja wiem, że On jest Panem, Decydentem. Tylko czasem wątpię jeszcze, że faktycznie wszystkich kocha. Moja wiara nie jest raczej poddawana próbie – ja w Boga nie przestaję wierzyć. Tylko bardzo się Go boję, odbieram Go raczej jako Ojca karcącego, a nie Ojca miłującego. Ojca, który tylko wypomina mi moje błędy i karze mnie za nie. A ja marzę o tym, by mnie przytulił, tak po prostu.
Bym poczuła, że faktycznie mnie kocha, że mimo moich grzechów bywa ze mnie dumny. On mi dał życie, ja swoimi błędnymi decyzjami je sobie zagmatwałam, ale przecież tak robią dzieci. A Rodzice zawsze te dzieci przygarną, pomogą im, jak potrafią najlepiej.